Hawkingowie i Wonderzy

Stephen Hawking

rys. Lech Kolasiński

Dziś odszedł od nas Stephen Hawking, genialny brytyjski astrofizyk. Mógłbym żartobliwie powiedzieć, że właściwie to się o niego otarłem, bo gdy byłem w Cambridge na wizycie studyjnej w tamtejszej jednostce zajmującej się wsparciem edukacyjnym, otrzymaliśmy w prezencie przewodnik opowiadający o dostępności uniwersytetu do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Sam Hawking go polecał i autoryzował. Wielokrotnie więc, podczas rozmaitych debat już w Polsce, oponentom edukacji włączającej i dostosowywania przestrzeni fizycznych i wirtualnych do potrzeb osób niepełnosprawnych, zadawałem pytanie, czy u nich Hawking mógłby spokojnie funkcjonować i pracować. To z reguły kończyło dyskusję.
Teraz chciałbym jednak powiedzieć o jeszcze innym aspekcie związanym z jego osobą i nie tylko, a mianowicie, że można być geniuszem i osiągnąć tak wiele, a jednak stygmat niepełnosprawności wciąż nad człowiekiem ciąży. Nie udało mi się dziś znaleźć żadnego wspomnienia, w który mnie ma choćby jednego zdania na temat jego niepełnosprawności – jakim ten Hawking był geniuszem, że pomimo niepełnosprawności odkrył to i tamto, że niepełnosprawność dawała mu do tego i tamtego tyle siły, że gdyby nie niepełnosprawność, to może nie postąpiłby tak lub tak, że jako osoba z niepełnosprawnością doświadczył w kosmosie możliwości poruszania się bez wózka i tak dalej i tak dalej.
Powiecie Państwo – cóż w tym złego? Nic wydawałoby się, zwłaszcza przy tak wspaniałej postaci. Jednak obserwuję to na innym geniuszu, szczęśliwie wciąż żyjącym, a mianowicie Stevie’m Wonderze. Też zawsze się mu dokłada, iż jest genialnym niewidomym muzykiem, nie widzi od dziecka a mimo to tak wspaniale komponuje i śpiewa, jaki to ma cudowny talent, choć jest niewidomy, zaraża innych swoim optymizmem, a sam ma prawo nie być optymistą, bo nie widzi, ile radości życia mogą od niego czerpać osoby sprawne i tak dalej i tak dalej.
W tych dwóch przypadkach niepełnosprawność, uświęca, służy do gloryfikowania cech, które nie mają z nią nic wspólnego – talentu, inteligencji i ciężkiej pracy. Jest jednak o wiele więcej przypadków, w których niepełnosprawność ściąga w dół drabiny społecznej, poniża, stanowi powód do wstydu. To są tysiące, dziesiątki tysięcy, miliony przypadków, gdzie tłumaczymy, że ktoś czegoś nie może zrobić, bo jest taki biedny, nieszczęśliwy, niepełnosprawny, albo, że robi, ale z takim wysiłkiem, że może byłoby bardziej humanitarne, aby tego w ogóle nie robił, że raczej należy mu lub jej współczuć niż czegoś w ogóle od takiej osoby oczekiwać.
Znajdujemy się więc w naszych dziejach na etapie wysoce ocennym, gdy mowa o zjawisku niepełnosprawności i skazuje to osoby z niepełnosprawnościami na bycie z góry zakwalifikowanymi, najczęściej nie jako Hawkingowie lub Wonderzy, bo taki jest etap rozwoju cywilizacyjnego. Stephen Hawking nie doczekał momentu, gdy mógłby być oceniony wyłącznie przez pryzmat swojego geniuszu. Zapewne jednak nie robiłoby mu to jakiejś wielkiej różnicy, wszak zwykł mawiać, że historia ludzkości to w dużej mierze historia głupoty.

„Co ciągle widzę w niej?”, czyli pomimo polskich marców

Młody człowieku, urodziłeś się czy też urodziłaś w wolnej Polsce, o którą walczyły wcześniejsze pokolenia. To one zamieniły autorytarne rządy PRL w demokrację parlamentarną typu zachodniego. To one przekształciły centralnie zarządzaną, nieudolną gospodarkę w system wolnorynkowy, niemożliwy do osiągnięcia w Europie Środkowo-Wschodniej od zakończenia II Wojny Światowej.
To ci ludzie spowodowali, że możesz obecnie z laptopem, smartfonem, kawą i ciastkiem siedzieć w kawiarni i dzięki zainstalowanej tam sieci, kontaktować się ze swoimi znajomymi na całym świecie. Jesteś więc częścią globalnej wioski, obywatelką czy też obywatelem świata.
Może urodziłaś czy też urodziłeś się po 1989 roku, może trochę wcześniej, ale nie pamiętasz już czasów, w których odważni ludzie, wbrew wiatrowi wiejącemu im w oczy, cierpieli upokorzenia, chłód, głód, a często więzienie, abyś mógł czy mogła korzystać z wszystkich tych dobrodziejstw cywilizacji, rozwoju technologicznego, wolności słowa, wyznania, abyś mógł czy mogła nieskrępowanie głosić w mediach społecznościowych swoje poglądy, jakiekolwiek by one nie były. Jest Ci z tymi osiągnięciami zachodniego świata dobrze – wiem. Mnie też, pomimo iż jeszcze trochę pamiętam tamte czasy. Ty chcesz i ja chcę, aby tak pozostało, abyśmy tymi wartościami mogli się cieszyć w Unii Europejskiej, w rodzinie narodów wolnej i zjednoczonej Europy. Pozwól więc, że opowiem Ci krótką historię, może będzie ona także trochę o Tobie?
50 lat po niesławnych wydarzeniach marca 1968 roku mamy kolejny polski marzec. Ponownie opętuje nas jakiś demon antysemityzmu, rasizmu i ksenofobi i dlatego chciałbym Ci wyznać, że jestem Żydem. Chcę Ci to wyraźnie powiedzieć. Co czujesz?
Musisz wiedzieć, że był taki wybitny Polak i nazywał się Jacek Kuroń. On w niesławnym 1968 roku też ujawnił, że jest Żydem. Mówił o tym, gdy więziono go za Jego poglądy polityczne. Głosił to w momencie, gdy Polskę zalewała fala nienawiści wobec Żydów. Wtedy On, samotnie w więzieniu, bezbronny, oświadczał, że jest Żydem tak, jak ja teraz Ci to powiedziałem.
Musisz jednak też wiedzieć, że nie wszyscy w tym niesławnym roku 1968 go potępiali. Bardzo wielu szanowało Jego pochodzenie i przynajmniej milczało, a na pewno nie opowiadało się przeciwko Niemu, przez co przetrwał najtrudniejsze chwile, znalazł przyjaciół w najgorszym momencie i ostatecznie zwyciężył. Po 1989 roku został ministrem pracy i polityki społecznej rządu III Rzeczypospolitej. Wspierał ludzi wykluczonych, biednych i marginalizowanych. Na zawsze zapisał się pozytywnie w historii naszego kraju.
Tak samo nie wszyscy potępiają mnie, gdy mówię, że jestem Żydem. Wierzę więc, że przetrwam najgorsze chwile marca 2018 i w to, że nie zapisze się on w historii jako kolejny, niesławny rok w naszych dziejach. Wierzę też, że nie będę musiał wyjechać z Polski tak, jak dziesiątki tysięcy ludzi, którzy musieli wyjechać w poprzednim niesławnym czasie. Wierzę też w Ciebie, że nie potępisz mnie tylko z powodu mojego pochodzenia, tym bardziej, że muszę Ci jeszcze wyznać, iż nie jestem heteroseksualny. Co czujesz?
Zanim odpowiesz, musisz poznać jeszcze jedną postać. To Władysław Bartoszewski, członek Żegoty, polskiej organizacji pomagającej w czasie II Wojny Światowej Żydom. Ludzie mówią do dziś, że sam był Żydem. On natomiast zawsze powtarzał, że warto być przyzwoitym. Dopowiadał do tego, że rzadko się to opłaca, ale naprawdę warto. Musisz poznać jego opowieść o tamtych czasach i o tym, co robił już w wolnej Polsce jako Minister Spraw Zagranicznych. Poszperaj trochę i poczytaj o tej postaci. Zwłaszcza przejrzyj jego książki, a może zacznij od tej jednej, podstawowej „Ten jest z Ojczyzny mojej”.
Jeśli jesteśmy już przy książkach, to warto je czytać. Nie bazuj tylko na materiałach z Internetu. Nie wiem, czy znajdziesz w sieci książkę Jacka Kuronia „Wiara i wina”, a powinieneś czy też powinnaś ją przeczytać właśnie teraz, 50 lat po niesławnym roku 1968. Będziesz płakać, trochę się śmiać, a przede wszystkim myśleć o sobie i swojej roli w historii. Niech Ci się po tej lekturze nigdy nie wydaje, że jako jednostka nie masz na nic wpływu.
Idź tylko śladami wybitnych postaci z naszej historii niezależnie, czy mieli oni pochodzenie czysto polskie, czy może żydowskie albo jakiekolwiek inne, czy mieli lub mają biały, czy może inny kolor skóry, orientację hetero czy homoseksualną, niezależnie od ich wyznania czy niewiary w jakiegokolwiek Boga. Czuj się spadkobierczynią czy też spadkobiercą pięknej tradycji polskiej tolerancji i otwartości na tak zwanego „innego”, który okazuje się zwykle bratem, sąsiadem, przyjacielem, kimkolwiek jest z urodzenia i pochodzenia w rodzinie ludzkiej. Przeczytaj koniecznie, jak pisze o „Innym” Ryszard Kapuściński, wybitny polski reportażysta.
„Kiedy myślę o autorytetach, coraz częściej widzę cmentarz” – napisał ktoś ostatnio na Facebooku i to jest prawda. Dlatego chcę Ci powiedzieć, że musisz czytać to, co po sobie ci ludzie pozostawili. Oni napisali to wszystko dla Ciebie, abyś był czy też była oczkiem łączącym ogniwa w sztafecie pokoleń, o której z kolei pisał inny wybitny Polak – słynny kurier z Warszawy Jan Nowak-Jeziorański. Koniecznie zapoznaj się też i z Jego pracami.
Na koniec wyjawię Ci coś zaskakującego. Otóż, ani Jacek Kuroń, ani Władysław Bartoszewski nie byli Żydami, choć do dziś możesz znaleźć w sieci takie poglądy na temat ich pochodzenia. Głoszą je antysemicko nastawieni niektórzy Twoi rodacy. Oni obaj byli wybitnymi Polakami, którzy nie osądzali ludzi ze względu na pochodzenie, poglądy i inne cechy mogące posłużyć za powody do dyskryminacji i ty też tak nie rób.
Ja także nie jestem Żydem, ani gejem. Jestem natomiast osobą niewidomą i na co dzień spotykam się z taką samą dyskryminacją, jak Żydzi, osoby homoseksualne czy uchodźcy, bo podstawa wszelkiej dyskryminacji jest zawsze taka sama – lęk przed „innym”. Odrzuć ten lęk!
Czy czujesz już, że też może jesteś Żydem czy też Żydówką? A może czujesz, że masz inną orientację albo niepełnosprawność? Może czujesz, że masz inny kolor skóry? To dobrze, to znaczy, że chcesz, podobnie jak chcieli tego Jacek Kuroń, Władysław Bartoszewski, Jan Nowak-Jeziorański czy Ryszard Kapuściński, aby Polska była otwartą na świat, tolerancyjną dla wszystkich mniejszości i opiekuńczą dla swoich obywateli, demokratyczną republiką parlamentarną, świeckim państwem prawnym, w którym jest miejsce dla wszystkich ludzi.
Jeśli potrafisz poczuć się jak osoba z grupy słabszej i marginalizowanej, pamiętaj proszę, że żyjesz w Europie, bogatym kontynencie, który może uczynić wiele dla innych rejonów świata, znajdujących się w znacznie gorszej sytuacji.
Władysław Bartoszewski i rodzina Jacka Kuronia pomagali Żydom znajdującym się w śmiertelnym zagrożeniu, a Jan Nowak-Jeziorański kierował Wolną Europą po to, abyś mógł czy też mogła siedzieć ze swoim komputerem w wolnym kraju, popijać kawę i kontaktować się ze swoimi znajomymi na całym świecie. Co chciałbyś czy też chciałabyś zrobić, aby godnie ich zastąpić w sztafecie pokoleń?
Jesteś w komfortowej sytuacji, bo nie musisz wystawiać na szwank swojego życia i zdrowia. Możesz jednak zrobić coś dla tych, którzy dziś cierpią głód, chłód, więzienie, a często i tracą życie, tak jak tracili je Żydzi i Polacy i inne narody podczas najokrutniejszej z wojen. Działaj na rzecz słabszych i marginalizowanych, wspieraj akcje humanitarne, wyjedź na wolontariat.
Wolisz zostać w kraju? Świetnie, włącz się w działania organizacji pozarządowych walczących z dyskryminacją mniejszości i nierównym traktowaniem. Wspieraj edukację osób z niepełnosprawnościami albo działaj w biznesie społecznie zaangażowanym. Nie stój z założonymi rękami, bo jesteś odpowiedzialny czy też odpowiedzialna za to, aby sztafeta pokoleń biegła do przodu. Nigdy nie pozwól, aby wrócił niesławny rok 1968 i aby słowo Polska kojarzyło się jakkolwiek inaczej niż z tolerancją, otwarciem na innych, ochroną najsłabszych i gościnnością. Jeśli zrobisz coś dla takiego Jej blasku, usiądź spokojnie w swojej kawiarni i włącz sobie na Youtube hymn mojego pokolenia, który będzie wtedy i Twoim hymnem. Zanuć sobie: „Co ciągle widzę w niej, dlaczego w innej nie…”, a potem napij się kawy i pogadaj ze znajomymi w sieci.

Ilustracja muzyczna: