Czy wygrają nasi?

Włączyłem sobie media narodowe, bo podobnie jak Krzysztofa Daukszewicza, bawi mnie bardzo słuchanie tam serwisów informacyjnych i akurat trafiłem na zapowiedź prawdziwej chęci „dialogu z niepełnosprawnymi”, jak to odczytała serwisantka. Potem przemawiał premier, który oprócz słynnej, solidarnościowej daniny, zapowiedział wielkie otwarcie rynku pracy na te grupy obywateli.

Najpierw o języku. Przyznać muszę, że politycy „dobrej zmiany” i politycy w ogóle, nauczyli się już, że język jest dla partnera ważny, więc posługują się zwrotem osoby z niepełnosprawnościami. Dziennikarze mediów narodowych tego się jednak nie nauczyli ani podczas protestu, ani teraz i wątpliwe jest, aby nauczyli się w najbliższej przyszłości. No dobrze, nie tylko ci z mediów narodowych tego nie umieją. Piszą ckliwe teksty o niepełnosprawności: niepełnosprawni chcą tego lub tamtego, niepełnosprawnym rząd tyle proponuje lub niczego nie oferuje, w zależności od optyki, czy też opcji. Najlepszy w tym wszystkim był Daniel Passent, pisząc w Polityce świetny, jak to Passent, felieton w związku z protestem w sejmie, na którego końcu oznajmił, że to rząd jest niepełnosprawny. Jakże łatwo przychodzi piszącym to słowo jako obelga rzucana w kierunku przeciwnika, nawet kiedy reszta tekstu ewidentnie może być zaklasyfikowana jako wstawienie się za tymi, których rząd tak bardzo niesprawiedliwie i nierówno potraktował.

Po narażeniu się czwartej władzy, powracam do tej pierwszej, czyli zapowiedzi premiera o wielkim otwarciu rynku pracy i dialogu ze środowiskiem. Obserwowałem ten „dialog” i obserwuję go nadal w sektorze edukacji, gdzie trudno się doprosić o spotkanie, dyskusję, a jeśli się już jakieś „
„konsultacje społeczne” pojawiają, to po to, aby przyklajstrować z góry podjęte decyzje – programy celowe PFRON. Czyżby coś się w dotychczasowym dialogu miało zmienić po tej zapowiedzi? A może są grupy, z którymi dialog jest prowadzony inaczej?

Dostęp do rynku pracy, o ile mamy nie powrócić do robienia szczotek i liczenia przysłowiowych pinezek, prowadzi przez nowoczesny system wsparcia, rzetelną edukację każdego szczebla, znajomość języków obcych, świadomość biznesową, a z drugiej strony otwarciu na tę grupę firm takich, jaką do niedawna reprezentował sam premier, a to nie jest takie proste. Jeśli państwo zbuduje system, sektory – edukacji i biznesu dadzą coś od siebie, a osoby z niepełnosprawnościami ciężko będą nad sobą pracować, to może coś z tego wielkiego otwarcia rynku pracy wyjdzie. W przeciwnym wypadku, wbrew oświadczeniom wygłaszanym w serwisach mediów narodowych przez organizacje reprezentujące jedynie część środowiska i zależne od państwowych funduszy, sytuacja osób z niepełnosprawnościami, biorąc pod uwagę pomysły na edukację włączającą, będzie się raczej pogarszać.

Naraziwszy się więc już pierwszej i czwartej władzy oraz części środowiska, wypowiem się na bardzo modny temat w duchu takim, w jakim pierwsza i czwarta władza wypowiadają się o niepełnosprawności, czyli udając, że naprawdę dużo wiem. Zasłyszałem mianowicie, bo w ogóle nie śledzę panów kopiących w piłkę, nie znam nawet powszechnie znanych ich nazwisk, zasłyszałem więc, że gra dziś Portugalia z Hiszpanią i nie mogę nie zająć stanowiska w tej sprawie. Jako autor bloga „Polskie saudade”, jakkolwiek lubię oba kraje, to zapewne nie trudno się domyśleć, że uważam, iż dziś oraz na końcu tych rozgrywek wygrają nasi i tego im życzę. W tej grze, w przeciwieństwie do polityki społecznej i polityki w ogóle, jasne są przynajmniej jej zasady – piłka jest jedna, a bramki są dwie.

Ilustracja muzyczna:

Jaki dla niej prezent na stulecie?

„Ileż radości i optymizmu jest w tej pieśni – słodki maj, piękny maj, dla Polaków błogi raj” – zaczął prezydent swoje przemówienie z okazji święta narodowego. W istocie, maj ten jest szczególnie słodki i błogi dla kobiet, o których ten sam człowiek wspominał dwa lata temu na tym samym placu, nazywając je bohaterkami. Dwa lata to dużo czasu, aby od słów przejść do czynów i spróbować im skutecznie pomóc, aby nie musiały być już dłużej bohaterkami, tylko mogły normalnie żyć i świętować wraz z innymi, w dniu takim jak ten. W ich przypadku i nie tylko ich, ale szerszej grupie Polek i Polaków z niepełnosprawnościami, skuteczna pomoc polegałaby na budowie trwałego, stabilnego i odciążającego systemu wsparcia, włącznie z asystentami osobistymi. Nic takiego się jednak nie wydarzyło i dlatego kobiety te podjęły protest, kto wie, czy nie jeden z najskuteczniejszych z tych, które swoim dwuletnim i jakże „sprawiedliwym” rządzeniem wywołała „dobra zmiana”.
Już miało się udać, ,już czołowi jej reprezentanci, w tym prezydent, obiecali rozwiązanie ich problemów, ale one tym razem nie uwierzyły. Już się udało przekonać rozmaite organizacje, aby podpisały jakieś porozumienie z rządem, ale one nie uznały tych organizacji za swoją reprezentację. Już może by nawet uległy, bo ich postulat finansowy niemal został spełniony, ale nie mogły zrozumieć, dlaczego rozdawnictwo pieniędzy na dzieci i ich wyprawki jest niczym nieobwarowane, a one mają przeznaczać pieniądze jedynie na rehabilitację.
Świętują” więc z utrudnionym dostępem do wody, toalety. Wkurzone infantylnym lub cynicznym, w zależności od doraźnych potrzeb władzy, traktowaniem, walczą o rzeczywiste równe prawa. Nie nadawały się więc dziś do przemówienia o wielkiej, szczęśliwej Polsce, które rozbrzmiewało w stolicy, okraszone Majową jutrzenką, Warszawianką, hymnem narodowym i armatnimi salwami.
Jednak ta wielka i szczęśliwa Polska ma dziś zupełnie inną twarz, w którą całe nasze społeczeństwo powinno z odwagą spojrzeć, a zwłaszcza sprawujący władzę. To spojrzenie nie powinno być przelotne i zasługuje na równie głęboką refleksję, jak twarz, w którą rządzący spoglądali dziś podczas porannej mszy. Nieco trudniej jest im jednak tę polską twarz zaakceptować, bo to właśnie ona wyraża całą prawdę o słodkim, błogim raju.
Gdybyście panie i panowie jednak się przełamali, wykazując się tym samym polityczną przenikliwością oraz jakimś stopniem wrażliwości społecznej, bez większego trudu odczytacie w tych rysach, jaki prezent należałoby zrobić Polsce z okazji stulecia niepodległości. Udowodnilibyście wówczas, że słowa, które zakończyły to dzisiejsze przemówienie – „Niech żyje silna, niepodległa, sprawiedliwa Polska”, mogą stać się ciałem, a nie być jedynie pustym frazesem, wypowiadanym przez Was zbyt często na co dzień i od święta, takiego jak to dzisiejsze.

Hawkingowie i Wonderzy

Stephen Hawking

rys. Lech Kolasiński

Dziś odszedł od nas Stephen Hawking, genialny brytyjski astrofizyk. Mógłbym żartobliwie powiedzieć, że właściwie to się o niego otarłem, bo gdy byłem w Cambridge na wizycie studyjnej w tamtejszej jednostce zajmującej się wsparciem edukacyjnym, otrzymaliśmy w prezencie przewodnik opowiadający o dostępności uniwersytetu do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Sam Hawking go polecał i autoryzował. Wielokrotnie więc, podczas rozmaitych debat już w Polsce, oponentom edukacji włączającej i dostosowywania przestrzeni fizycznych i wirtualnych do potrzeb osób niepełnosprawnych, zadawałem pytanie, czy u nich Hawking mógłby spokojnie funkcjonować i pracować. To z reguły kończyło dyskusję.
Teraz chciałbym jednak powiedzieć o jeszcze innym aspekcie związanym z jego osobą i nie tylko, a mianowicie, że można być geniuszem i osiągnąć tak wiele, a jednak stygmat niepełnosprawności wciąż nad człowiekiem ciąży. Nie udało mi się dziś znaleźć żadnego wspomnienia, w który mnie ma choćby jednego zdania na temat jego niepełnosprawności – jakim ten Hawking był geniuszem, że pomimo niepełnosprawności odkrył to i tamto, że niepełnosprawność dawała mu do tego i tamtego tyle siły, że gdyby nie niepełnosprawność, to może nie postąpiłby tak lub tak, że jako osoba z niepełnosprawnością doświadczył w kosmosie możliwości poruszania się bez wózka i tak dalej i tak dalej.
Powiecie Państwo – cóż w tym złego? Nic wydawałoby się, zwłaszcza przy tak wspaniałej postaci. Jednak obserwuję to na innym geniuszu, szczęśliwie wciąż żyjącym, a mianowicie Stevie’m Wonderze. Też zawsze się mu dokłada, iż jest genialnym niewidomym muzykiem, nie widzi od dziecka a mimo to tak wspaniale komponuje i śpiewa, jaki to ma cudowny talent, choć jest niewidomy, zaraża innych swoim optymizmem, a sam ma prawo nie być optymistą, bo nie widzi, ile radości życia mogą od niego czerpać osoby sprawne i tak dalej i tak dalej.
W tych dwóch przypadkach niepełnosprawność, uświęca, służy do gloryfikowania cech, które nie mają z nią nic wspólnego – talentu, inteligencji i ciężkiej pracy. Jest jednak o wiele więcej przypadków, w których niepełnosprawność ściąga w dół drabiny społecznej, poniża, stanowi powód do wstydu. To są tysiące, dziesiątki tysięcy, miliony przypadków, gdzie tłumaczymy, że ktoś czegoś nie może zrobić, bo jest taki biedny, nieszczęśliwy, niepełnosprawny, albo, że robi, ale z takim wysiłkiem, że może byłoby bardziej humanitarne, aby tego w ogóle nie robił, że raczej należy mu lub jej współczuć niż czegoś w ogóle od takiej osoby oczekiwać.
Znajdujemy się więc w naszych dziejach na etapie wysoce ocennym, gdy mowa o zjawisku niepełnosprawności i skazuje to osoby z niepełnosprawnościami na bycie z góry zakwalifikowanymi, najczęściej nie jako Hawkingowie lub Wonderzy, bo taki jest etap rozwoju cywilizacyjnego. Stephen Hawking nie doczekał momentu, gdy mógłby być oceniony wyłącznie przez pryzmat swojego geniuszu. Zapewne jednak nie robiłoby mu to jakiejś wielkiej różnicy, wszak zwykł mawiać, że historia ludzkości to w dużej mierze historia głupoty.