Najlepsze komnaty

Przepraszam, że w sobotni wieczór, zabrzmi to być może nie po linii i nie po bazie. Może jednak są to nie tylko moje odczucia?
Podczas uroczystości żałobnej jednego z ministrów, z którym współpracowałem i z którego działaniami za życia sympatyzowałem, ksiądz prowadzący uroczystość ozwał się nad jego trumną w te oto słowy: „I obyś Panie dał mu jedną z najlepszych komnat, które posiadasz”.
Pomyślałem wtedy, że mało atrakcyjne jest niebo, w którym szczebel funkcji pełnionej za życia lub takie, czy inne zasługi powodują, że przydzielana na „górze” komnata może być lepsza lub gorsza. Często bowiem jest tak, że na ziemi przypadek decyduje o tym co robimy i jak z tego świata schodzimy.
Wielką tragedią jest śmierć pięciu nastolatek w Koszalinie, z których żadna nie miała szans, aby zostać ministrem. Równie przykrym dramatem było to, co wydarzyło się w czeskiej kopalni, gdzie zginęło kilkunastu polskich górników. W ich przypadku mieliśmy żałobę narodową, a w związku ze śmiercią nastolatek jest już ogłoszona żałoba w Koszalinie. Rodziny jednych i drugich otrzymają pomoc psychologiczną i materialną. Na pewno jest to słuszne.
Do dziś natomiast zastanawiam się nad śmiercią sześciu osób bezdomnych, które spłonęły w jakimś warszawskim pustostanie w Święta. Nikt nie ogłosił za nimi żałoby, ani lokalnej, ani tym bardziej narodowej. Kim byli? Jak wyglądało ich życie? Czy chcieli jakiejś zmiany, czy szukali po prostu ciepła i złudnie schronili się w opuszczonych pomieszczeniach?
Zastanawiam się nad tym, tym bardziej, że sporo czasu spędziłem na berzie. Wiecie, co to jest berza? To dworzec, mieszkanie wielu z nich. To było tak dawno, że większość z moich rozmówców pewnie już nie żyje i nie ma o tym informacji w żadnym serwisie. Przyszła mi w Święta do głowy jednak myśl, że ktoś z nich mógł dokonać żywota właśnie gdzieś tam w pustostanie i przez to na chwilę przypomniał mi o swoim losie, o tamtych rozmowach, na chwilę zaistniał też w ogólnej, społecznej świadomości. Nie była to może chwila uświęcona lokalną, czy narodową żałobą, ale wystarczająca, aby się nad człowieczym losem zastanowić i zadać sobie pytanie – za którą z tych tragedii ponosimy jako społeczeństwo największą odpowiedzialność.